
W pierwszym z nich – mieście o wąskich uliczkach, po raz pierwszy poczuliśmy piłkarskiego ducha Hiszpanii. Oprócz tego, było tak piekielnie gorąco, że smugi potu nadal widać na koszulkach. Nie gościliśmy tam długo, gdyż przed nami była stolica państwa. Po przyjeździe, zauważyliśmy tabuny ludzi, podążających w kółko z tą samą pieśnią na ustach. Dopiero później okazało się, iż w Madrycie odbywały się akurat Międzynarodowe Dni Młodzieży, więc ulice miasta były wypełnione po brzegi wszystkimi narodowościami świata. Złapaliśmy nawet kontakt ze Scottami z Sycylii, którzy z początku wzięli nas (tj. Marka) za podrywaczy i nie chcieli dać numeru. Ogólne zmęczenie wisiało w powietrzu, tak samo jak letnia burza, toteż postanowiliśmy iść na spoczynek.
Jutro ciąg dalszy zwiedzania Madrytu!
Buenos Dias.
Mowa oczywiście o Marku Siewercie..:)
Buenos Dias Amigos!
H..aaa!…Toledo nie spodziewało się najazdu koksów z Polski, stąd tak wąskie uliczki:)
POZDRAWIAMY!
ps
zapraszam do czytania komentarzy:)